czwartek, 31 marca 2011

...

dlaczego nawet w tak ważny dzień musiałeś udowodnić, że jesteś ponad mną? dlaczego z uporem maniaka dążysz do tego, żeby pokazać mi jak bardzo jestem od Ciebie zależna? dlaczego chociaż raz nie możesz postąpić normalnie? chociaż jeden raz. to naprawdę dużo nie kosztuje. to nie kosztuje nic. n i c.
tymczasem znów grasz ze mną w swoją głupią, podłą grę. a ja bez słowa protestu podnoszę karty i poddaje się temu. nie podoba mi się to.


***
najlepsze urodziny w życiu. nic dodać, nic ująć. mam najwspanialszych przyjaciół i znajomych na świecie !

środa, 30 marca 2011

paper dreams honey.

już za moment. za chwilę. za kilka tyknięć zegara, za dwanaście uderzeń serca...
mój jakże przyjemny, siedemnasty rok życia dobiega właśnie końca. po kostkach smyra mnie magiczne 'lat 18' i sama nie wiem czy budzi to we mnie radość czy nie. pewnie wiele się nie zmieni. nadal będę niepoukładaną, lekko piegowatą trampkową panną z wiecznym uśmiechem przyklejonym do rumianych policzków. pewnie nadal, od czasu do czasu, będę karmić się złudzeniami i zarażać wszystkich pozytywnym nastawieniem. i pewnie zdarzą mi się upadki, z których pomożecie mi się podnieść. aa no i nie raz, i nie dwa się zakocham. czyli wszystko po staremu. zmieni się jedynie liczba dokumentów z nieudaną fotografią w moim zielonym portfelu.

życzcie mi zdecydowanie więcej optymizmu. tak potężnej dawki, żeby rozsadzała mi żyły. rozum też by mi się przydał. warto czasami pomyśleć zanim się coś zrobi. może kilku nowych piegów, bo mam wrażenie że ubywa ich z roku na rok. no i wiecie, żebym była sobą w każdym calu, centymetrze, łokciu, stopie i procencie.

dobranoc!

niedziela, 27 marca 2011

korybut znów jest korybutem. w pełni. miejmy nadzieje, że jak najdłużej. dość niejasnych sytuacji i sprzecznych uczuć.

***

nauczyłam się pływać. teraz bezpiecznie mogę zagłębiać się w ten błękit.

środa, 23 marca 2011

znikaj.

zamknij oczy. nie pozwól mi utonąć w błękicie twoich tęczówek. chcę od ciebie odpocząć. wrócę. obiecuję. ale muszę poukładać życie, żebyś po raz kolejny mógł rozbić je na drobne kawałki.
Z n i k a j

***
porywam się z motyką na słońce. połamie kości, potłukę się i upadnę, pociągając Cię za sobą. ale nie umiem inaczej, nie umiem powiedzieć prawdy. przepraszam.

poniedziałek, 21 marca 2011

brown chocolate.

pamiętasz dzieciństwo? pamiętasz jak skakałeś przez kałuże, czułeś wiatr we włosach pędząc z górki na rowerze, jak kąpałeś piegi w promieniach słońca? pamiętasz jak rozcinałeś kolano wchodząc na drzewo, jak marszczyłeś nos obserwując robaka na płocie? a pamiętasz jaką słabość miałeś do czekolady? jak bulwersowałeś się, gdy mama zabraniała Ci wziąć kolejną kostkę? nie naruszając kruchej ciszy, z podnieceniem wymalowanym w tęczówkach skradałeś się na swoich małych paluszkach. i w momencie gdy mama odwracała wzrok, chwytałeś kawałek czekolady i wpychałeś go zachłannie do ust. i tak ciągle. wciąż. aż nie został pusty papierek. wiedziałeś, że tak nie wolno. że może rozboleć Cię brzuch. że mama może zauważyć. że to może się źle skończyć. ale mimo tego permanentnie powtarzałeś swoją misję. pamiętasz to wszystko? musisz pamiętać. musisz.
musisz, dlatego że jesteś moją tabliczką czekolady.

***

Białe przepaście.
Gdybyś c o ś
naprawdę kochał
lub był przywiązany
- naprawdę: nie byłoby ich.

Ręce i stopy są pełne spadania
- co trzyma mnie za język?