nie chcę, żeby próbowali odgadnąć o co mi chodzi. - mruczałam niezadowolona pod nosem spacerując od jednej ściany do drugiej. skrzyżowane na piersiach dłonie rytmicznie unosiły się i opadały, zgodnie z cyrkulacją powietrza w moich płucach. -nie lubię, kiedy penetrują moją podświadomość i na siłe interpretują to co w niej spotkają! - podnosiłam powoli głos. wpatrywał się we mnie niesamowicie spokojnie swoimi zielonymi, pięknymi oczami. nawet nie drgnął, kiedy w złości zrzuciłam wszystkie książki ze stolika. nic, idealny bezruch. - jak możesz tak bezczelnie patrzeć na to, jak wchodzą na mój prywatny teren?! przecież miałeś mnie bronić! - łzy ciekły mi po policzkach. usiadłam na kanapie i ukryłam twarz w dłoniach. drżałam. a on? on podszedł do mnie na swoich długich, zgrabnych nogach, usiadł bezszelestnie obok mnie i położył mi głowę na kolanach. zniknęła cała złość. momentalnie ogarnął mnie spokój. bronił mnie, czułam to. byłam mu za to wdzięczna.
***
oh tak, pierdolenie o szopenie to zdecydowanie moje hobby.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz