stałeś pod oknem. padał śnieg. temperatura sięgała -20 stopni Celsjusza. nie pukałeś do drzwi. nie dzwoniłeś, żebym otworzyła. tak jakbyś miał ochotę po prostu sobie postać. nie pomyślałeś, że staniesz akurat pod moim oknem. ale skoro już cię zobaczyłam, to pomyślałam, ze warto zaprosić cię do środka. przecież dawno nie rozmawialiśmy, prawda?
usiadłeś na granatowej kanapie. w dłoniach trzymałeś czerwony, parujący kubek pełen gorącej, aromatycznej herbaty. wypicie jej zajęło ci około 20 minut. nie dłużej i nie krócej. równe 20 minut. 20 minut, podczas których ucięliśmy sobie miłą pogawędkę. 20 minut podczas których znów pojawiły się w mojej głowie dawne obrazy. 20 minut, po których wyszedłeś, rzucając krótkie 'do zobaczenia'. wiesz, możesz częściej wpadać na herbatę. pasuje mi taki prosty, jasny układ. jakbym właśnie rozwiązała zagadkę, z którą męczyłam się od długiego czasu.
a takich wieczorów jak dzisiejszy potrzebuję zdecydowanie więcej!
ciepło.
OdpowiedzUsuń