środa, 22 lutego 2012

turn off.

wcisnąć czerwony guzik. wyjąć lśniący kluczyk ze stacyjki. przekręcić błyszczącą gałkę. wyrwać metalowe zęby wtyczki z martwego kontaktu. po prostu - wyłączyć. usiąść w skórzanym fotelu z kubkiem parującej herbaty. być ale nie istnieć. bez umiejscowienia. bez karcenia. bez czerwonych maków. bez huczących huraganów i rwących powodzi. bez palpitacji serca i krwotoków wewnętrznych. bez splecionych dłoni i nerwowych tików. bez nadziei. bez świadomości. bez zazdrości. bez            
    
miłości. 




od kilku dni szalik ciąży nieprzyjemnie, nozdrza pulsując zachłannie wdychają lekkie powietrze, a oczy cieszą się słońcem. idzie wiosna. i niesie ze sobą nadzieję. mnóstwo nadziei. nadziei i strachu. boje się cieszyć.

2 komentarze:

  1. lubię jak piszesz anetka.

    OdpowiedzUsuń
  2. wyłączenie uczuć tych najsilniejszych, ale często najbardziej skrywanych byłoby zbawieniem. ale ileż można żyć duchową pustką?

    OdpowiedzUsuń