wcisnąć czerwony guzik. wyjąć lśniący kluczyk ze stacyjki. przekręcić błyszczącą gałkę. wyrwać metalowe zęby wtyczki z martwego kontaktu. po prostu - wyłączyć. usiąść w skórzanym fotelu z kubkiem parującej herbaty. być ale nie istnieć. bez umiejscowienia. bez karcenia. bez czerwonych maków. bez huczących huraganów i rwących powodzi. bez palpitacji serca i krwotoków wewnętrznych. bez splecionych dłoni i nerwowych tików. bez nadziei. bez świadomości. bez zazdrości. bez
miłości.
od kilku dni szalik ciąży nieprzyjemnie, nozdrza pulsując zachłannie wdychają lekkie powietrze, a oczy cieszą się słońcem. idzie wiosna. i niesie ze sobą nadzieję. mnóstwo nadziei. nadziei i strachu. boje się cieszyć.
lubię jak piszesz anetka.
OdpowiedzUsuńwyłączenie uczuć tych najsilniejszych, ale często najbardziej skrywanych byłoby zbawieniem. ale ileż można żyć duchową pustką?
OdpowiedzUsuń