usiadłam w turkusowym fotelu przed szklanym monitorem. klatka piersiowa falowała intensywnie, oddech był niesamowicie ciężki. łzy zaszkliły zielono-brązowe tęczówki. 'nie płacz głupia, pamiętasz, miałaś już nie ryczeć. bądź silna do jasnej cholery. jeszcze tylko pieprzone 670 dni!'. zamknęłam oczy i odcięłam łzom drogę ucieczki. rozszerzyłam nozdrza i wciągnęłam głęboko powietrze. papierosy. woń papierosowego dymu przyniesiona z modjeskiej. i nagle wrócił obraz dzisiejszego wieczoru. odtworzyłam każda chwilę i stłumiłam nowo narodzoną złość. myśli stały się lżejsze, jakby bardziej klarowne. 'już niedługo wszystko się skończy, wytrzymaj korybucie' szepnęłam. 'a tymczasem ciesz się tym co masz. pamietaj że masz wokół siebie ludzi, którzy wyciągną cię z największego bagna. nie zapominaj o tym a wszystko się jakoś ułoży' dodałam głośniej.
kocham ich. kocham ale nie wiem czy dlatego, że tak po prostu wypada, czy dlatego, że inaczej nie potrafię. ale kiedy odstawiają takie cyrki mam ochotę spakować piżamę, szczoteczkę do zębów, trzasnąć drzwiami i zostawić to wszystko za sobą. nie mam pojęcia co mnie powstrzymuje...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz