poniedziałek, 4 października 2010

'or somfing lajk zis'

wiesz, lubię Twój zapach. perfumy pomieszane z papierosowym dymem. oryginalny, jedyny w swoim rodzaju. zupełnie nie do podrobienia. idealne połączenie grzecznego, ułożonego mężczyzny z zadziornym facetem. gra aromatów, tworząca magiczną, wręcz czarującą całość. przyznaję sie. mogłabym przyswajać taką woń 24 godziny na dobe, 7 dni w tygodniu, 4 tygodnie w miesiącu, 12 miesięcy w roku i 'x' lat w ciągu całego życia. 'zwariowałaś?'. nie dziwi mnie to pytanie. ale tak, tak właśnie. zwariowałam. po raz kolejny pozwoliłam sie ponieść mojej wyobraźni i już wiem, że będę tego żałować. ale czy nie warto czasami pocierpieć, dla chwil takiego uniesienia? no czy nie warto?
***
alkoholowe procenty tańczą jeszcze w moich żyłach. czuję jak obijają się o ścianki zakłócając klarowne myślenie. wyobraźnia odtwarza obrazy, które zarejestrowała przez 10 poprzednich dni. nienawidzę pożegnań tak samo bardzo, jak kocham powitania. na samą myśl o tym, że już jutro wszyscy rozejdziemy się w swoją stronę, czuję, jak gorąca łza łaskocze moją powiekę, usilnie próbując wydostać się na zewnątrz. w głowie huczy mi 'senkju soł macz and i hołp mit you egen' i wiem, że było to prawdopodobnie najpiękniejsze 10 dni mojego życia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz