a miłość...
nie rozpoczyna się ot tak, w jednej chwili. ani nie kończy. żyje w nas jak małe ziarenko, które znajduje się gdzieś między gardłem a żołądkiem, między prawym i lewym płucem, przyklejone do serca. rośnie tam, karmione każdym spojrzeniem, uśmiechem i dotykiem. wypełnia nas wypuszczając korzenie, które penetrują nasze ciało od koniuszków palców, aż po końce rzęs. dociera do brzucha, gdzie budzi z zimowego snu, drzemiące motyle. do podświadomości, gdzie rodzi najpiękniejsze sny. do ust, gdzie buduje nadzwyczajne zdania. do ramion, którym każe obejmować Jego smukłą sylwetkę. do oczu, które dzięki niej szklą się łzami szczęścia. bólu również. bo miłość boli.
kiedy korzenie uschną, zbyt mało podlewane, zaczynają się kurczyć. cofają się i ranią każdą komórkę naszego ciała. cierpimy. cierpimy na ciele i na umyśle. wszechogarniający ból. dlatego nie nazywajmy 'tego' miłością. po prawdziwej miłości nie płakalibyśmy jednego dnia. płakalibyśmy już do końca życia. i nie próbowalibyśmy ułożyć wszystkiego na nowo.w końcu, nie potrafilibyśmy unikać swoich spojrzeń, a to właśnie robimy. jak się z tym czujesz, wiedząc, że to co w sobie nosiłeś wcale nie było tym czym powinno być? oszukany? no chyba, że... chyba, że Ty nadal grasz.
piosenka
***
'pozwoliłam się wymyślić na podobieństwo odbicia w jego oczach'
a szymborska wciąż mnie urzeka.
***
'pozwoliłam się wymyślić na podobieństwo odbicia w jego oczach'
a szymborska wciąż mnie urzeka.
breath-taking ;O
OdpowiedzUsuńTy mnie urzekasz, a nie Szymborska!
czerwienie się, aj czerwienie.
OdpowiedzUsuń