środa, 6 lipca 2011
bułgaria 30.06.11
odarta z trzeźwego myślenia, nieprzyzwoicie naga, tu i teraz postanawiam wziąć się w garść i stawić czoła swoim koszmarom. nie wiem czy po to by udowodnić, że istota zrodzona z perłowego żebra Adama może być silna i nieugięta, czy po to by uwierzyć w siebie. czy może po to by nauczyć się pływać w bezkresnym błękicie. naprawdę nie wiem. ale powód nie gra tu pierwszych skrzypiec. najważniejsze jest dopuszczenie do siebie świadomości, że mogę wszystko, że przecież potrafię być panią swojego życia. jestem kobietą. już w Raju dostałam od Boga wachlarz możliwości. wystarczy wybrać odpowiednią. przecież to takie proste. ale coś łapie mnie za gardło i rozwiewa pewność. gdzieś pod żebrami, w okolicach mostka, w prawym przedsionku, tuż pod zastawką sam Bóg zasiał małe ziarno strachu, które kiełkuje i oplata od wewnątrz każdy organ. bo co jeśli okaże się, że wszystko na nic? że nic nie wskóram? że narażę swoje wątłe ciało na cios a koszmary i tak pozostaną koszmarami o niebieskich tęczówkach i sprężystych łydkach? co wówczas? przecież nie jestem dzielnym rycerzykiem w żelaznej zbroi. jestem tylko kobietą. istotą z perłowego żebra Adama. mam kruche kości.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz