korybut nie spał nawet na wakacjach, w tak odległym miejscu jak Bułgaria. wszystko to co się tam urodziło pojawi się też i tu.
***
mogłoby się wydawać, że nocne koszmary nie są w stanie nękać nas na naszym prywatnym końcu świata. że tam jesteśmy bezpieczni, że nie musimy się niczego bać. dlatego uciekamy jak najdalej, do miejsc najcichszych, najgłośniejszych, najciemniejszych, najjaśniejszych, najmniej lub najbardziej zaludnionych. to co tam robimy zależy od postaci jaką przyjmą nocne zjawy. 'gryziemy z bólu ręce, umieramy z miłości', leczymy, ranimy, zabijamy, wskrzeszamy, upijamy się wzburzonymi falami, dławimy krystalicznym powietrzem, walczymy z wiatrakami. mamy wybór, wolną rękę. jesteśmy panami samych siebie. ale nikt z nas nie spodziewa się, że koszmary mogą nas przechytrzyć. nikt nawet nie przypuszcza, że często podążają za nami krok w krok spędzając nam sen z wątłych powiek. ja również się tego nie spodziewałam. uciekłam na swój koniec świata z nadzieją, że zostawiam za sobą wszystko co sprawia, że boli, że zimno, że cicho, że łzy, że strach, że apokalipsa. nie myliłam się. uciekłam od dawnych koszmarów. ale tutaj dopadły mnie nowe. zakradły się, podtopiły błękitem tęczówek, otoczyły sprężystymi łydkami, zaczarowały (nie)szczerym uśmiechem. wdarły się do mojej chorej głowy i nie zamierzają jej teraz opuścić. znów staje się emocjonalną kaleką. znów kładę się spać by zbudzić się z krzykiem. znów boję się nocy. jestem na swoim końcu świata, sam na sam z moimi koszmarami. nowymi, starymi i nienarodzonymi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz