czwartek, 15 września 2011
twa-klą-twa.
masz rację. to klątwa. nic innego. nie urok, nie wykrakanie. klątwa w czystej (o ironio) postaci. szczypie, drapie, pali, dusi, gryzie, rozrywa na części pierwsze wszystko co do tej pory leżało idealnie poskładane. albo przynajmniej sprawiało takie wrażenie. nie oszukujmy się, uniemożliwia mi normalne życie. a ja bez słowa sprzeciwu biorę ją jak swoją, chowam pod sukienką i zasłaniam uśmiechem. wywieszam białą flagę, podnoszę ręce. udaje, że wszystko jest w porządku. udaję, słyszysz?! cholera, ja tylko udaje. bo tak naprawdę dość mam już płakania po kątach, dość mam skurczy żołądka, dość mam martwego patrzenia się w biały sufit. nie chce znów być słabą, zapchloną suką, skuloną pod blatem brzozowego stołu. chcę odetchnąć, uciec, zacząć od nowa. dlatego daj mi rozgrzeszenie i zapomnijmy o wszystkim. wyznałam już wszystkie grzechy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz