nozdrza pulsowały gęsto pochłaniając dobrze im znany, kojący zapach. otulałam się nim jak grubym, kolorowym szalikiem. grzał mnie. grzał mnie od wewnątrz. wypędził poczucie pustki, na miejscu, którego znów pojawiła się nadzieja. może, nie wszystko stracone? może przeszłość wróci i będzie teraźniejszością. może niedługo znów położysz mi na kolanach trochę udawanej zazdrości, trochę uśmiechu, garść przyjemnych wieczorów. może ubierzesz mnie w sukienkę uszytą z przyjemnych rozmów ozdobioną promieniami słońca. może ubrudzimy usta słodką kruszonką i śmiejąc się do siebie oddamy nasze ciała niegroźnym żywiołom.
zaczynam w to wierzyć. czyżby naiwnie?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz