niedziela, 20 listopada 2011

pod kocem utkanym z ciemnych stratusów nocy - niepewność. 
spierzchnięte wargi pod uciskiem perłowych kajdan. 
błyszczące bursztyny w przegranej walce z bezkresnym morzem. 
czarna kurtyna opiewająca zwycięstwo. 
drżące mięśnie. 
nieustający tętent rozsadzający klatkę. 
i huczał na górze cyklon nie do opisania. 
iskra. płomień. pożar. POŻAR. 
niepohamowany.
wypalona niepewność i pragnienie na jej miejscu.
oswobodzone wargi otulone ciepłem. 
bursztyny zatopione w morzu. 
szalejące zmysły i gęsia skórka - 
od nieba po samą szyję. 
biodro, plecy, trochę niżej, trochę wyżej. 
splecione palce. podróż po nieznanym lądzie. 
niczym Kolumb w Nie-Ameryce. 
jeden, nie dwa. 
i godzina. 
jedna. druga. tak do czterech. 
a świt bez czerwonych maków na białym dywanie.




stałam się kobietą o którą kiedyś pytała Madonna Małgorzata. kobietą o której nie piszę się powieści i nie kręci filmów. kobietą, która broni się rękami i nogami przed słonym deszczem niosącym zapowiedź końca. bo wbrew wszelkim oczekiwaniom - chce być taką kobietą. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz