pod kocem utkanym z ciemnych stratusów nocy - niepewność.
spierzchnięte wargi pod uciskiem perłowych kajdan.
błyszczące bursztyny w przegranej walce z bezkresnym morzem.
czarna kurtyna opiewająca zwycięstwo.
drżące mięśnie.
nieustający tętent rozsadzający klatkę.
i huczał na górze cyklon nie do opisania.
iskra. płomień. pożar. POŻAR.
niepohamowany.
wypalona niepewność i pragnienie na jej miejscu.
oswobodzone wargi otulone ciepłem.
bursztyny zatopione w morzu.
szalejące zmysły i gęsia skórka -
od nieba po samą szyję.
biodro, plecy, trochę niżej, trochę wyżej.
splecione palce. podróż po nieznanym lądzie.
niczym Kolumb w Nie-Ameryce.
jeden, nie dwa.
i godzina.
jedna. druga. tak do czterech.
a świt bez czerwonych maków na białym dywanie.
stałam się kobietą o którą kiedyś pytała Madonna Małgorzata. kobietą o której nie piszę się powieści i nie kręci filmów. kobietą, która broni się rękami i nogami przed słonym deszczem niosącym zapowiedź końca. bo wbrew wszelkim oczekiwaniom - chce być taką kobietą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz